O tym, że jednak jadę do USA na wakacje dowiedziałam się dokładnie 8 marca gdy wróciłam do domu po hulankach z okazji dnia kobiet. Byłam trochę w szoku, ponieważ camp który wcześniej był mną zainteresowany przeprowadził ze mną rozmowę na Skype, natomiast ten nawet się do mnie nie odezwał co spowodowało, że od razu miałam czarne myśli na temat tego miejsca. Camp, który mnie zatrudnił nazywa się Clearwater Camp for Girls i wyobraźcie sobie moje zwątpienia, kiedy dotarło do mnie, że to ośrodek tylko dla dziewczyn… Po otrzymaniu wizy, przejściu szkolenia dla uczestników programu W&T pozostało mi już tylko czekać na wylot. 15 czerwca stawiłam się na Okęciu gdzie poznałam Gosię, która leciała na ten sam camp. Z lotniska Chicago O’Hare odebrała nas Ruth i po 6-godzinnej podróży wreszcie dotarłyśmy do celu. Było późno i ciemno, więc nic nie oglądając cała nasza trójka (bo w Chicago dołączyła do nas jeszcze dziewczyna z Węgier) poszła grzecznie spać w !uwaga! swoich pokojach. Potem okazało się, że miałyśmy królewskie warunki, zazwyczaj na campach mieszka się w kilka osób w jednym pomieszczeniu, a my miałyśmy oddzielne kwatery i dostęp do dwóch łazienek 😀

Tak wygląda kabina, w której mieszkają dzieci.
Na pięterku znajdowały się nasze pokoje, a na parterze główne biuro Campu.

Widok na Waterfront.

Pracę rozpoczęłyśmy dopiero po dwóch dniach od przyjazdu i znowu miałyśmy szczęście, w kuchni pracowało trzech kucharzy plus nasza trójka do pomocy na niecałe 150 osób. Dla mnie pierwsze dwa tygodnie były dosyć trudne, towarzyszyła mi silna blokada językowa, do tego jet-lag, który ja kiepsko znoszę i stres związany z zupełnie nowym otoczeniem, praca po około 9-10h dziennie. Ogólnie sprawdziło się to o czym mówiono nam na szkoleniu, że pierwsze dwa tygodnie mogą być ciężkie, po tym czasie jednak zbudowaliśmy świetny zespół i uwijaliśmy w niecałe 8h 😀

Zwykły dzień pracy na campie.
Jego harmonogram w dużej mierze zależy od tego jak duży jest dany camp i czy pracuje się systemem zmianowym. CC4G (Clearwater Camp for Girls) jak już wspominałam jest malutki (w porównaniu do ośrodków goszczących czasem około 1000 dzieciaczków), więc wszystkie posiłki były wydawane w 1 turze. Zaczynałyśmy o 7.30, o 8 było śniadanie, potem zmywanie, przygotowanie stołów na obiad i od około 10.15 miałyśmy przerwę do 12. O 12.30 obiad i ten sam schemat do 14.30, potem przerwa do 17. O 18 kolacja i o 19.30 koniec dniówki. I tak przez 9 tygodni 😉
Ja przy pracy.
Nasza kuchnia.
Dining Hall – jadalnia.
Dzień wolny.
Tygodniowo przysługiwał nam jeden dzień wolny, każda z nas miała inny, więc niestety atrakcje musiałyśmy zapewniać sobie indywidualnie. Czasem trafiał się tzw. dinner off, czyli kuchnia nie serwowała kolacji, a uczestniczy grillowali, pichcili na własną rękę albo odgrzewali to co wcześniej przygotowała kuchnia.
Minocqua, małe miasteczko przy którym znajdował się nas ośrodek oferuje w zasadzie sporo atrakcji, można wypożyczać łódki, jet-ski, narty wodne, tylko cena czasem powoduje ból głowy. Ja więc zazwyczaj brałam rower, odwiedzałam Walmart albo okoliczne jeziorka, wałęsałam się po tych kilku uliczkach miasta i tyle. Tak na prawdę to atrakcją tygodnia był czwartek wieczór kiedy ruszałyśmy “na miasto”. Minocqua miała i nadal ma to coś, ten bar, gdzie grana jest muzyka na żywo składająca się z jednoosobowego zespołu z jednym instrumentem- gitarą. Muzyk ten jednak gra i śpiewa fantastycznie, podrywa ludzi do zabawy tak, że tańczą na barowych stołach, co mnie na początku zaskoczyło, ale dowiedziałam się, że to już tradycja i jeśli w czwartek wieczorem nikt nie tańczy na stołach to znaczy, że impreza jest do niczego! Bardzo dobrze wspominam te zabawy, jedne z najlepszych w jakich w życiu uczestniczyłam i kto by się spodziewał, że czekały na mnie w lesie, na północy Wisconsin.
Co Cię spotka jeśli zdecydujesz się wziąć udział w Summer Camp?
Doświadczysz dużo dobrego, to na pewno, ale zdarzają się i słabsze momenty. Spotkasz wspaniałych ludzi, będziesz mieć szansę doszlifować język angielski, usamodzielnić się, sprawdzić swoją wytrzymałość, zobaczyć piękne miejsca, inną kulturę. Trzeba jednak pamiętać, że jest to jednak praca, której może towarzyszyć uczucie monotonii, mogą pojawić się zatargi z współpracownikami, ale kluczem jest nie tracić cierpliwości i nie dać się sprowokować. Taki wyjazd jest na prawdę rewelacyjną przygodą i jeśli ktoś nie ma pomysłu na wakacje to tym bardziej polecam 😀