W wakacje 2012 udało mi się zwiedzić Chicago, Waszyngton, Nowy Jork i kilka innych miejsc, ale tylko przejazdem, natomiast amerykańską wyprawę 2013 uważam za bardzo udaną – aczkolwiek mogłam zrobić więcej zdjęć 🙂

Zaraz po zakończeniu kontraktu ja i moje dwie współtowarzyszki opuściłyśmy nasze miejsce pracy (Clearwater Camp for Girls, Minocqua, WI) i autobusem udałyśmy się na lotnisko w Milwaukee, WI skąd lotem z jedną przesiadką poleciałyśmy prosto do San Francisco, gdzie dołączyła do nas jeszcze jedna dziewczyna. Nocowałyśmy tutaj. Travelodge Center opinie ma różne, ale zapłaciłyśmy niecałe $290 za 3 noce za 4 osoby, cenowo korzystnie, za rogiem przystanek komunikacji miejskiej, w pokoju było czysto, schludnie, szkoda tylko, że w nocy zdarzały się włamania do samochodów zaparkowanych nieopodal..

San Francisco

Pierwszym punktem na naszej liście miało być więzienie Alcatraz, ale niestety w swojej niewiedzy nie zarezerwowałyśmy wcześniej biletów, a na miejscu nie było już takiej możliwości, bo wszystkie wejściówki na najbliższy tydzień były wykupione (sic!). Obeszłyśmy się smakiem i tyle było z naszej więziennej przygody… Ewentualnie można było kupić bilety ‘z drugiej ręki’ ale ceny były wręcz kosmiczne.

Z lekkim uczuciem zawodu udałyśmy się udałyśmy się zobaczyć sławny most Golden Gate. Za radą znajomych wypożyczyłyśmy rowery (wbrew pozorom do tanich ta impreza nie należy) i po kilku dobrych minutach wycieczki oto co ukazało się wreszcie naszym oczom:

Trochę pochmurnie, ale ciągle pięknie:

Sam przejazd rowerem przez most jest trochę uciążliwy ze względu na dosyć silny wiatr, ale wysiłek wynagradza przepiękne malutkie miasteczko po drugiej stronie mostu. Susalito, nazwa ta wywodzi się z hiszpańskiego i taki też klimat serwuje turystom.

Znowu, chmury trochę popsuły nam widoki… Sausalito oferuje mnóstwo zachęcająco wyglądających restauracji z dobrym menu.

Zdjęcie przez przypadek zawiera lokowanie produktu..:P

Jako środek lokomocji na drogę powrotną wybrałyśmy prom.

A tak wyglądał transport naszych rowerów:

Przynajmniej mogłyśmy z bliska pooglądać wyspę Alcatraz:

Po dotarciu na ląd zapuściłyśmy się w uliczki San Francisco…

Gdzieś w San Francisco

Chinatown

Sławne strome wzniesienia ulic San Francisco

Kolejka linowa

I jeszcze raz ostro w dół 😉

Obowiązkowo oczywiście odwiedziłyśmy Lombard Street znaną jako “najbardziej poskręcaną ulicę na świecie”, Fisherman Market, gdzie spróbowałyśmy lokalnej kuchni, której głównym składnikiem jest krab. Czas w San Francisco zleciał mi bardzo szybko i wiem, że kiedyś tam wrócę, bo wiele jeszcze zostało mi do zobaczenia. Następny przystanek Los Angeles! 😀

Los Angeles

Z SF do LA dostałyśmy się dzięki http://us.megabus.com/, bilety zakupiłyśmy w cenie $37 od osoby. Autobus czysty, wygodny, z Wi-Fi, toaletą i przerwami na posiłki. Wyjechałyśmy bladym świtem, a do przystanku końcowego dotarłyśmy popołudniu, potem szybciutko w metro i do naszego hostelu ($28 za noc od osoby), który znajdował się na Hollywood Bldv, czyli na tej samej ulicy co Aleja Gwiazd! Miejscówka bardzo fajna, ale podkreślam, że z natury jest to typowy hostel 😉

Palmowe LA
Aleja Gwiazd

W LA obowiązkowa była wyprawa do Universal Studios, czyli parku zabaw dla dzieci… i dorosłych!

Poznajecie tego Pana?

Back to The Future!

Jak zabawa to zabawa! Jurassic Park Ride 🙂
Nie mogło zabraknąć obowiązkowego zdjęcia na tle sławnego napisu Hollywood.

A teraz czas na Las Vegas!

Las Vegas

Do Las Vegas dostałyśmy się już własnym, czyli wypożyczonym środkiem lokomocji 🙂 Nocleg wyniósł nas $12,5 os/noc wraz ze śniadaniem. A co ciekawego w Las Vegas? Światła, kasyna… i nic poza tym. Ale, ale.., miałyśmy okazję nocować w sławnym z serii filmów Kac Vegas hotelu Ceasers Palace. Przepych robi wrażenie, nawet można poczuć się otoczonym klimatem starożytnego Cesarstwa Rzymskiego… rzeźby, fontanny, marmury… i wszystkim znane chapels, do szybkiego zawierania ślubów.

Źródło: Internet

Wieczorem koniecznie należy wybrać się na pokaz tańczących fontann przed hotelem Bellagio.

Źródło: Internet

Oraz zobaczyć znany z filmów obrazek rozświetlonego Las Vegas:

Źródło: Internet

Za dnia wiele w stolicy hazardu się nie dzieje (ciekawostka: w rzeczywistości cześć Las Vegas Blvd, wzdłuż którego położone są najbardziej znane nam hotele, formalnie nie należy do miasta Las Vegas, a jedynie mu podlega), więc my spędziłyśmy go korzystając z hotelowych dobrodziejstw – kuchnii, basenu, kasyna.

Kolejne obowiązkowe zdjecie.

Następny przystanek Grand Canyon!

Grand Canyon

Zdecydowanie jedno z miejsc na Ziemi, które naprawdę warto zobaczyć, zapierające dech w piersiach, ciągnące się przez 446 km cudo natury.
Radocha

Bardzo amerykańskie skrzynki pocztowe.

Route 66

Nowy Jork

Ostatni przystanek to NYC i pamiątkowe zdjęcie na Times Square.

I wreszcie do domu, trzeba przecież myśleć już o Summer 2014 😀